Najczęściej wybieraną formą prawną dla startupu jest JDG lub spółka z o.o. Mimo to zdecydowałem, że moja nowa firma zajmująca się robotyką będzie fundacją.

Po podjęciu decyzji o skierowaniu kariery zawodowej w stronę robotyki (całą historię przeczytasz tutaj: Robot na Marsie, czyli jak znaleźć pomysł na siebie) przyszedł czas na wybór formy prawnej dla nowej marki. Aby podjąć świadomą decyzję, zacząłem od przyjęcia kilku założeń odnośnie do jej kształtu i drogi rozwoju:

  1. Zdywersyfikowany profil działalności – strumień przychodów nowego przedsiębiorstwa będzie dosyć zróżnicowany, począwszy od usług materialnych i niematerialnych przez handel, a na produkcji kończąc.
  2. Brak wspólników – nową markę będę rozwijać samodzielnie (przynajmniej na początku). Nie mam chwilowo w gronie swoich znajomych osoby, która byłaby gotowa zaangażować się w wizję istniejącą na razie wyłącznie na papierze.
  3. Organiczny wzrost – nie chcę uzależniać istnienia firmy od tego, czy jakiś fundusz VC sypnie szeklami w kolejnych rundach finansowania. Sens nowego przedsięwzięcia ma zweryfikować rynek, czyli klienci. Ponieważ startuję praktycznie od zera z minimalnymi nakładami, to siłą rzeczy muszę postawić na powolny rozwój. Poza tym okręt wyłącznie z kapitanem na pokładzie ma niewielkie szanse na pozyskanie zewnętrznego inwestora.
  4. Ograniczenie kosztów stałych do absolutnego minimum – jakakolwiek próba szacowania przychodów byłaby na tym etapie wyłącznie wróżeniem z fusów. Dlatego też w prognozie finansowej na najbliższy rok po stronie wpływów przyjąłem bezpieczne i okrągłe zero. Konieczne jest więc maksymalne zredukowanie wydatków, zwłaszcza tych, których wysokość nie wynika wprost z rozmiaru działalności (m.in. składki ZUS, wynajem biura, księgowość).
  5. Oddzielenie finansów marki od finansów osobistych – mam na myśli oddzielenie zarówno księgowe (aby mieć jasny obraz, czy przedsięwzięcie jest rentowne), jak i prawne (wyłączenie osobistej odpowiedzialności za zobowiązania nowego przedsiębiorstwa). W tym drugim przypadku nie mam na myśli tego, że planuję narobić długów i ich nie spłacić. Chodzi tu o mentalną skłonność do podejmowania biznesowego ryzyka – kto przy zdrowych zmysłach wypuści na rynek urządzenie elektroniczne, wiedząc, że grzywna za niezgodność z dyrektywą EMC jest wyższa niż wartość jego jedynego mieszkania?
  6. Zysk nie jest celem – nie tworzę nowej firmy, aby zarobić na jacht (choć nie mówię, że bym nie chciał). Nowa marka ma być marketingowym poletkiem doświadczalnym, gdzie będę miał wpływ na wszystkie elementy marketingowego miksu, a nie tylko na jego wąski wycinek. Sukces komercyjny przedsięwzięcia ma być nie celem samym w sobie, a dowodem na to, że znam się na swoim fachu.

Po sformułowaniu założeń wstępnych przygotowałem listę dostępnych form prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, a następnie wykreślałem kolejno te pozycje, które nie spełniały ww. wymogów.

Działalność nierejestrowana, inkubatory przedsiębiorczości i platformy dla freelancerów

Działalność nierejestrowana, inkubatory przedsiębiorczości i platformy dla freelancerów (np. useme.com) to dobre sposoby na przetestowanie swojego biznesowego pomysłu bez konieczności jego formalizowania. Przeznaczone są one jednak głównie dla branż usług niematerialnych z małymi kosztami:

  • Miesięczne przychody z działalności nierejestrowanej nie mogą przekroczyć kwoty wynoszącej 50% minimalnego wynagrodzenia. W 2021 r. była to suma 1400 zł. Przekroczenie tej wartości powoduje konieczność zarejestrowania standardowej działalności gospodarczej.
  • Wynagrodzenie pobrane za pośrednictwem platform dla freelancerów wypłacane jest na podstawie umów cywilno-prawnych. Oznacza to, że opodatkowaniu i oskładkowaniu podlega pełna kwota przychodu bez możliwości jej pomniejszenia o poniesione koszty uzyskania.
  • W inkubatorach przedsiębiorczości nie ma limitów przychodów, a poniesione koszty możesz odliczyć od przychodu przed wypłatą zysku. Problem jednak powstaje, gdy chcesz zaopatrzyć się w sprzęt lub zatowarować magazyn. Z formalnego punktu widzenia dobra zakupione z Twoich pieniędzy są własnością inkubatora.

W moim przypadku działalność nierejestrowana odpadła z automatu, ponieważ prowadzę już zwykłą działalność gospodarczą. Pozostałe dwie formy nie spełniają kryterium nr 1, czyli nie pozwalają na korzystne rozliczanie nakładów ponoszonych na działalność handlową i produkcyjną.

Spółka cywilna, spółki osobowe, spółki akcyjne

Do spółki cywilnej potrzebny jest wspólnik, więc odpada z automatu. Poza tym forma ta posiada chyba więcej wad niż zalet. Do najważniejszych zalicza się brak odrębnego majątku i pełną, solidarną odpowiedzialność wspólników za zobowiązania spółki. Trzeba mieć naprawdę twarde cojones, żeby świadomie przystąpić do tworu, który jak kot Schrödingera jednocześnie jest i nie jest przedsiębiorstwem.

Spółki osobowe (jawna, partnerska, komandytowa) również wykreśliłem ze względu na kryterium nr 2, czyli brak wspólników. Jeszcze do niedawna ciekawą formą były spółki z o.o. spółki komandytowe, jednak po nałożeniu na nie CIT-u stały się najwyżej opodatkowaną strukturą korporacyjną w Polsce. Po uwzględnieniu obowiązkowego oskładkowania komandytariuszy i konieczności prowadzenia pełnej księgowości forma ta nie spełnia kryterium nr 4, czyli niskich kosztów stałych.

Wszystkie spółki z członem „akcyjna” w nazwie (spółkę akcyjną, komandytowo-akcyjną, a także nowość – prostą spółkę akcyjną) wyeliminowałem z powodu kryterium nr 3, czyli niewielkiej skali działalności na starcie. Zakładanie spółki akcyjnej dla mikroprzedsiębiorstwa byłoby jak jeżdżenie po bułki ciągnikiem siodłowym z naczepą.

Jednoosobowa działalność gospodarcza

Jednoosobowa działalność gospodarcza nie spełnia kryterium nr 5, czyli oddzielenia finansów nowego przedsiębiorstwa od dotychczasowych. Co prawda, dobre programy do prowadzenia księgi przychodów i rozchodów pozwalają na przyporządkowanie przychodów i kosztów do poszczególnych projektów, jednak nadal pozostaje problem pełnej odpowiedzialności osobistej za firmowe zobowiązania.

Mimo to dosyć długo brałem tę formę pod uwagę ze względu na prostotę prowadzenia JDG. Nowa marka miała być osobnym projektem rozwijanym pod skrzydłami już prowadzonej, co więcej – działalności prowadzonej równolegle z pracą na pełny etat.

Etat + JDG

Połączenie JDG i etatu to chyba najlepsza opcja dla niewielkich lub początkujących firm. Miesięczne obligatoryjne koszty stałe ograniczają się do składki zdrowotnej (w 2021 r. jest to nominalnie 381,81 zł, a realnie po odliczeniach 53,03 zł) i abonamentu za program księgowy (np. 49,00 netto za podstawowy pakiet wFirma). Do tego dochodzi jeszcze możliwość odliczania VAT-u i wrzucania w koszty wielu quasi-firmowych wydatków. Przykład: rzeczywista cena komputera (na którym oczywiście odpalasz wyłącznie Excela, a nie Cyberpunka) wynosi 67,5% kwoty, którą widzisz na fakturze. Warunkiem jest oczywiście generowanie jakichś przychodów, żeby było z czego odliczać koszty.

Wydaje się, że nawet po wprowadzeniu zmian w naliczaniu składki zdrowotnej postulowanych w tzw. Polskim nie-Ładzie sytuacja nie ulegnie zmianie. Dodatkową daniną obarczone zostaną wszystkie przedsiębiorstwa niezależnie od formy prawnej, więc połączenie etatu i JDG pozostanie relatywnie najtańszym sposobem prowadzenia działalności gospodarczej.

Sęk w tym, że prowadzenie takiego podwójnego życia zawodowego na dłuższą metę jest mocno wyczerpujące fizycznie. Póki jestem jeszcze piękny i młody, to przy odrobinie wysiłku jakoś godzę etat, firmę i życie osobiste. Ale wkrótce pewnie będę musiał się zdecydować: albo etat do emerytury, albo powrót na swoje.

JDG bez etatu

„Goła” jednoosobowa działalność gospodarcza jest prosta (w porównaniu do pozostałych opisywanych tu form prawnych), ale już dawno przestała być tania. Zryczałtowane składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe, wypadkowe i ew. chorobowe) mogą być niemal niezauważalne przy dużych dochodach, ale przy niskich stanowią istotne obciążenie wynagrodzenia. Składki są zryczałtowane (wg stanu prawnego na 2021 r.), więc należy je opłacać nawet wówczas, gdy firma w danym miesiącu nie zarabia. Forma ta nie spełnia więc kryterium nr 4, czyli jak najmniejszych kosztów stałych.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (sp. z o.o.)

Jeszcze do niedawna w miarę atrakcyjną odpowiedzią na wady jednoosobowej działalności gospodarczej (pełne oskładkowanie + osobista odpowiedzialność za zobowiązania) była spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Niestety, osoby posiadające 100% udziałów w takiej spółce zaczęły być traktowane na równi z samodzielnymi przedsiębiorcami, co oznacza, że podlegają pełnemu oskładkowaniu i to bez prawa do ulg dla młodych lub małych firm. Niektórzy radzili sobie, przepisując 1-10% udziałów na współmałżonka, jednak ta praktyka również została ukrócona.

Obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić, w którym momencie współwłaściciel spółki z o.o. zostanie potraktowany jako jednoosobowy przedsiębiorca – czy wystarczy mieć 51% udziałów, czy może dopiero 90%. Innymi słowy, jeśli muszę mieć prawdziwego wspólnika, aby móc skorzystać z dobrodziejstw spółki z o.o., to taka forma nie spełnia kryterium 2.

Fundacja prowadząca działalność gospodarczą

Fundacja prowadząca działalność gospodarczą jest przez prawo traktowana bardzo podobnie do spółki z o.o. Jednak w przeciwieństwie do podmiotu prawa handlowego zysk wypracowany przez fundację nie może zostać wypłacony założycielom, tylko musi być przeznaczony na cele statutowe. Wymóg ten nie jest jednak problemem ze względu na kryterium nr 6.

Nie oznacza to jednak, że fundacja nie może zarabiać na wolnym rynku. Oczywiście może, ale ustawodawca postawił warunek – działalność gospodarcza ma mieć charakter dodatkowy w stosunku do działalności statutowej. Co więcej, cele statutowe organizacji muszą być społecznie użyteczne i skierowane do ogółu społeczeństwa. Nie można więc założyć fundacji, której celem jest zebranie pieniędzy na jacht dla Łukasza Jędrasiaka.

Fundacje mogą również zatrudniać pracowników. Jedną z ciekawszych form jest wynagradzanie członków zarządu pełniących swoje funkcje na podstawie powołania. Taki stosunek prawny na razie nie podlega składkom ZUS, a po wprowadzeniu Polskiego Ładu obciążony będzie jedynie składką zdrowotną (oraz oczywiście PIT-em).

Wynagrodzenie zarządu jest kosztem uzyskania przychodu, a więc pomniejsza dochód fundacji podlegający podatkowi dochodowemu od osób prawnych (CIT). Małe fundacje – podobnie jak spółki z o.o. – mogą korzystać z obniżonej stawki CIT, a po spełnieniu dodatkowych warunków w ogóle wyłączyć swoje dochody z opodatkowania.

Na koniec warto wspomnieć o tym, że majątek fundacji jest w pełni odrębny od majątku fundatora czy członka zarządu. Istotną niedogodnością jest jednak konieczność prowadzenia pełnej księgowości. Przy zaangażowaniu zewnętrznego biura księgowego znów wpadamy w wysokie koszty stałe. Zakładając jednak, że przez pierwsze miesiące i lata skala działalności organizacji będzie stosunkowo niewielka, to rachunkowość spróbuję ogarnąć we własnym zakresie. Jeśli skorzysta się ze zwolnienia z VAT-u, nie będzie się zatrudniać pracowników oraz prowadzić skomplikowanej gospodarki magazynowej, to księgi handlowe nie są aż tak przerażające, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.

Oprócz korzyści prawno-finansowych prowadzenie działalności gospodarczej w formie fundacji może nieść ze sobą również trudno mierzalne efekty marketingowo-wizerunkowe. O tym jednak napiszę dopiero za jakiś czas i o ile moja teoria znajdzie potwierdzenie w praktyce.

Podsumowanie

Po tygodniach analizowania wad i zalet różnych sposobów prowadzenia działalności gospodarczej zdecydowałem, że moja nowa marka przyjmie formę fundacji. Jej celem będzie stworzenie serii robotów o otwartej architekturze, które znajdą zastosowanie w przemyśle, a w szczególności w sektorze kosmicznym.

W Polsce organizacje pozarządowe utożsamiane są zwykle z działalnością charytatywną, ale w skali całego świata podmiot non-profit zajmujący się technologią nie będzie ewenementem. Żeby nie wychodzić daleko poza sektor robotyki i elektroniki, inspirowałem się m.in. The Raspberry Pi Foundation, Open Source Robotics Foundation, Open Source Hardware Association oraz Scratch Foundation.

Mam nadzieję, że uda mi się dołączyć do tego zacnego grona, ale o tym już w kolejnych wpisach.

Podoba Ci się ten artykuł?

Jeśli tak, to zapisz się na newsletter, w którym będę informował o nowych wpisach z cyklu: Jak robić, co się lubi, czyli budowanie nowego marki od podstaw.

Nie będę wysyłać spamu ani nie ujawnię nikomu Twojego adresu!